O projekcie  |   Forum  |   Czat  |   Kontakt  |   Newsletter   

  Alkowa

  Biblioteczka twoich       uprawnień

  Pokój zwierzeń

  Portrety

  Pracownia

  Prawo od kuchni

  Salon piękności

  Spiżarnia

  Kącik       psychologiczny


  Grundtvig


  Album Rodzinny

  Dom Otwarty w       mediach











Patron medialny

Kącik psychologiczny

List do Ewy zapracowanej złośnicy.

Witaj.

W ostatnim liście prosisz mnie, żebym podpowiedziała Ci, jak możesz poradzić sobie z nerwowością, drażliwością, łatwym wpadaniem w złość.

Piszesz, że nie tylko Twoja rodzina i najbliżsi cierpią z powodu twoich wybuchów złości, Tobie też jest z tym ciężko, trudno Ci wytrzymać samej ze sobą. Nie wszyscy to wiedzą i rozumieją, widzą złą, agresywną, wybuchową kobietę, ale za tym zachowaniem kryje się człowiek, czasem zmęczony, przepracowany, cierpiący, sfrustrowany …. człowiek. Ale skąd ci, którzy na co dzień znoszą Twoje złe nastroje, mają wiedzieć, że wcale nie chcesz tak się zachowywać, też cierpisz i nie wiesz co robić, jak sobie poradzić. Mówiłaś im o tym? Nie? To powiedz.

Z równowagi wyprowadzają Cię przeważnie błahostki: porozrzucane zabawki, nie wsunięte pod stół krzesło, skarpetka, która wpadła w kąt i znów to właśnie Ty musisz ją podnieść ….

Jak wtedy reagujesz? Urządzasz dziką awanturę, krzyczysz. Później, kiedy emocje opadną, masz wyrzuty sumienia, że taka drobnostka, a Ty wpadasz w furię, że nie powinnaś tak odnosić się do męża, dzieci, rodziców, obwiniasz się, starasz się im to jakoś wynagrodzić, więc jesteś miła, czasem aż przesadnie, bardzo się koncentrujesz, żeby sytuacja się nie powtórzyła. Kosztuje Cię to dużo wysiłku psychicznego i fizycznego, zmniejsza wytrzymałość, szybciej się męczysz, w konsekwencji jeszcze łatwiej wpadasz w złość, coraz częściej wyrzucasz sobie swoje złe zachowanie, jeszcze bardziej się spinasz i starasz, więc jesteś jeszcze bardziej osłabiona, masz coraz mniej cierpliwości i siły do znoszenia trudów dnia codziennego …. Koło się zamyka, spirala nakręca, pętla zaciska, …..

Zacznijmy szukać przyczyny takiego stanu. Twoje wybuchy złości to konsekwencja, skutek. Ale czego?

Czasami powodem drażliwości może być choroba somatyczna (np. zaburzenia hormonalne), więc pierwszy krok najlepiej, żeby był do lekarza. Opowiedz o swoim problemie, poproś o skierowanie na badania.

Inną przyczyną może być zmęczenie, przeciążenie pracą, obowiązkami, odpowiedzialnością. Jeśli mamy zbyt dużo „na głowie”, nie jesteśmy w stanie wszystkiemu podołać, bo przecież ograniczeni jesteśmy czasem, przestrzenią, własnymi możliwościami psychofizycznymi, nieprzewidywalnymi okolicznościami, wtedy się złościmy. Więc przy realizacji różnych zadań pamiętaj o swoich możliwościach. Czy planując zajęcia bierzesz pod uwagę owe ograniczenia? Czy uwzględniasz je w swoich planach? Tak? A zaplanowałaś sobie na dziś przerwę na odpoczynek?

Każdy z nas ma jakieś wyobrażenie tego, co powinien, musi, chce zrobić. Jeśli w rzeczywistości nie udaje nam się dogonić, zrealizować swoich wyobrażeń, rodzi to w nas napięcie, frustracje i agresję. Najniebezpieczniejszym, a jednocześnie klasycznym przykładem jest sytuacja, kiedy człowiek uważa, że najpierw powinien zaspokoić potrzeby swoich najbliższych, później np. utrzymywać dom w nienagannej czystości, na bieżąco wykonywać czynności domowe, (co się czasem udaje, ale częściej nie), a dopiero na końcu myśli (albo już nie, bo nie ma siły) o własnych potrzebach. Są tu ukryte dwa źródła frustracji i agresji. Po pierwsze nie udaje się utrzymać stanu idealnego w domu, bo jak wiadomo w domu zawsze znajdzie się coś do posprzątania, a wcześniej czy później w szafie zalegnie zaległe prasowanie. Ale skoro wyobrażenia są tak wyidealizowane, a wprowadzenie ich w życie takie trudne, to odległość od wyobrażonego, wymarzonego stanu rzeczy do realnego stanu rzeczy jest tak duża, że wkurza. Po drugie, kiedy nie ma czasu na zaspokajanie własnych potrzeb, np. potrzeby wypoczynku, potrzeby realizacji własnych zainteresowań, pasji, potrzeby rozmowy, spotkania się z przyjaciółmi, to czemu dziwi drażliwość, wybuchowość?

Jeśli dodamy do naszych wyobrażeń o sobie obawy o to, jak widzą czy jak powinni nas widzieć inni, przejmujemy się za bardzo zdaniem, opinią innych, to jesteśmy „ugotowani we własnym sosie”.

Kochana Ewo, twój dom jest dla Ciebie, a nie ty dla domu (a jak sobie jakiś „kot” pod szafą dłużej poleży to co?). Twoje potrzeby są tak samo ważne jak potrzeby Twoich najbliższych. Opinia Twoich sąsiadów jest ważna, ale to Twoje życie, więc Twoja opinia o nim jest ważniejsza, co więcej, masz do niej prawo.

Zastanów się teraz przez chwilę nad realnością Twoich planów, wyobrażeń o tym co musisz, powinnaś. W takim razie kilka pytań do Ciebie:

Jakie masz wymagania i plany? Jakie masz plany na dziś? Co/ile chcesz dziś zrobić? Jakie masz plany na najbliższy tydzień, miesiąc, rok?

Ile obiektywnie potrzeba czasu przeciętnemu człowiekowi, by zrealizował to, co masz na dziś zaplanowane? Czy nie wyszło Ci przypadkiem jakieś 30 godzin?

Planując sobie zajęcia weź także pod uwagę swoje ograniczenia, samopoczucie. Zaplanuj obowiązki i przyjemności. I jeszcze coś bardzo ważnego; ciesz się tym, co udało Ci się zrobić. Zamiast tracić czas na pretensje do siebie o to, czego Ci się nie udało zrobić, ciesz się tym, co zrobiłaś. Przecież każdego dnia jest to mnóstwo rzeczy. Czy ty to widzisz? Czy doceniasz?

Przypomniał mi się właśnie mój list, ten o lubieniu siebie. Pamiętasz? Lubienie siebie to także wymaganie od siebie (tylko, lub aż tyle) ile jesteś w stanie zrealizować, osiągnąć. Ani mniej, ani więcej.

Wiem, masz wiele obowiązków jako pracownik, matka, żona, córka…. Tylko czy wszystkie one są rzeczywistymi wymaganiami ze strony Twojego otoczenia, czy bardziej Twoimi wyobrażeniami na temat tych wymagań?

Czy dla Twoich dzieci ważniejsze jest domowe ciasto po obiedzie, czy uśmiechnięta mama?

No właśnie. Dążysz do tego, by być idealnym pracownikiem, matką, żoną … tylko, że im bardziej ten ideał gonisz, tym bardziej się od niego oddalasz.

Czy Ty w ogóle musisz być idealna? Zobacz, jeśli odpowiesz sobie: „nie, nie muszę być idealna”, to zrzucisz z siebie napięcie związane z tym kompulsywnym, przesadnym dążeniem do ideału, będziesz dzięki temu spokojniejsza i, paradoksalnie, bliższa ideałowi, niż wtedy, gdy do tego ideału prawie po trupach (a raczej prawie po własnym trupie) dążysz. Nie musisz być idealna za wszelką cenę, a już na pewno nie za cenę własnego zdrowia, spokoju, szczęścia Twojej rodziny. Bo tym właśnie płacisz.

Każdy z nas ma dużo obowiązków, które trzeba wykonać. Ty też. Czy wszystkie są niezbędne? Czy wszystkie musisz zrobić Ty, Ty sama?

Niektóre można wykorzystać, by spędzić czas z rodziną. Bycie razem to radość, więc może wspólne gotowanie? Już widzę jak się spinasz i złościsz, że córka strasznie bałagani jak coś robi w kuchni. Syn owszem lubi pomagać, ale jest niedokładny, niestaranny, a Ty lubisz jak wszystko jest zrobione w najwyższym standardzie. Mąż stoi i nic nie zrobi, jeśli mu nie pokażesz palcem co i jak. I spytasz: jaka w tym radość? Wolisz robić sama, złościsz się, jesteś zmęczona, ale robisz sama. Reszta rodziny też wściekła, bo mieli dobre chęci, a wyszło jak zwykle; krytyka, pretensje i wygnanie z kuchni. A skąd i kiedy oni mają się nauczyć dokładności, porządku, współpracy? Mówiłam przecież, że robienie czegoś razem to ma być frajda.

A może spróbować by tak: Córka pomaga, stara się jak może, widać to, ale przy pracy jak zwykle nabałaganiła, że kuchni poznać nie można. Zamiast od razu złościć się i ochrzaniać za bałagan, powiedz z serdecznym uśmiechem na twarzy: „bardzo dziękuję, dużo mi pomogłaś, widziałam jak się starałaś”, a później dodaj spokojnie: „uporządkuj, proszę swoje miejsce pracy, żeby bałagan nie przysłaniał jej efektów”. Syna pochwal: „świetnie synek, że obrałeś marchewki, ładnie ci to wyszło, gdybyś jeszcze o tu poprawił, byłoby idealnie”. Mąż będzie się niepewnie przyglądał i czekał w napięciu na twój wybuch złości. Spróbuj go zachęcić do udziału we wspólnym gotowaniu, zaproponuj, co może zrobić, i jego też nie zapomnij pochwalić.

Pamiętaj, efekt Waszej pracy nie musi być doskonały, celem nie jest gotowanie na prestiżowy konkurs kulinarny. Celem jest wspólne spędzenie czasu, odciążenie Ciebie w obowiązkach i oczywiście przygotowanie posiłku, który później razem zjecie.

Kiedy rodzinka poczuje się pewniej w kuchni, możesz im podsunąć przepis na proste tiramisu (200 mililitrów śmietany kremówki ubić z bitą śmietaną w proszku. Serek mascarpone miksować dodając po trochu bitej śmietany. Biszkopty moczyć w zimnej kawie rozpuszczalnej i układać w szklanym płaskim naczyniu lub małej tortownicy na przemian z masą serowo-śmietanową. Na wierzchu posypać kakao.) i ,niby od niechcenia, zawiesić w powietrzu pytanie: „Ciekawe, czy sami dacie radę zrobić? Może mnie kiedyś zaskoczycie pysznym deserem do kawy?” Jak już zaskoczą, nie zapomnij, jedząc, rozpływać się w zachwytach i komplementach dla twórców tiramisu.

Smacznego i powodzenia.

Twoja M.



Portal "DOM OTWARTY. PRZESTRZEŃ INTERAKCJI" ma charakter wyłącznie informacyjny. Serwis nie ponosi żadnej odpowiedzialności wynikającej z użycia zamieszczonych danych. Za zastosowanie się do informacji zawartych w serwisie autorzy i konsultanci serwisu nie będą ponosić żadnych konsekwencji prawnych.


Copyright © 2008 by GVA


Projekt, w ramach którego powstaje portal Dom Otwarty: Przestrzeń Interakcji współfinansowany jest ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu - Fundusz Inicjatyw Obywatelskich