Wszyscy jesteśmy tacy sami, choć każdy z nas jest inny - czyli o wzajemnych relacjach
Człowiek jest stworzeniem stadnym - pragnienie przynależności i akceptacji przez otoczenie znajduje się bardzo wysoko w hierarchii jego potrzeb. Pierwszą grupą, z jaką każdy styka się w życiu, jest rodzina - to tutaj człowiek uczy się nawiązywania relacji z innymi, a wsparcie oraz uczucia, jakie dostaje w rodzinie są bezcennym wyposażeniem i podłożem, na którym wyrastają jego późniejsze umiejętności społeczne.
Już w wieku około trzech lat natomiast, zaczynamy szukać towarzystwa rówieśników. Przebywanie w grupie jest więc nie tylko koniecznością - na przykład w rodzinie, szkole czy pracy - ale też wewnętrzną potrzebą każdego człowieka. Świadomość przynależności do jakiejś grupy oraz odbioru naszej osoby przez jej członków jest częścią naszej tożsamości i ma ogromne znaczenie dla naszego poczucia własnej wartości oraz samooceny.
Jednocześnie, mechanizmy zachodzące w relacjach społecznych dotyczą wszystkich ludzi - niezależnie od ich statusu materialnego, wykształcenia czy stanu zdrowia. Nikt zatem nie jest wolny od dążenia do bycia częścią jakiejś większej całości. Grupa stanowi dla nas w pewnym sensie punkt odniesienia. Patrzymy na siebie przez pryzmat tego jak jesteśmy odbierani przez innych. Ale jest to zależność zwrotna - inni z kolei odbierają nas przez pryzmat tego jak my sami siebie postrzegamy, a ściślej jak prezentujemy się otoczeniu. To dość skomplikowany, ale bardzo ważny mechanizm, ponieważ aby czuć się dobrze i czerpać z życia satysfakcję, każdy z nas - w mniejszym lub większym stopniu - pragnie być lubiany, akceptowany, uznany za "swojego".
Ludzie generalnie czują się swobodnie i bezpiecznie w otoczeniu osób o podobnym wykształceniu, zainteresowaniach, statusie społecznym czy materialnym. Jednak w początkowej fazie znajomości najistotniejsze jest tzw. pierwsze wrażenie. A tu główną rolę odgrywa wygląd zewnętrzny. Osoby o atrakcyjnym wyglądzie znacznie łatwiej zjednują sobie ludzi i szybciej nawiązują relacje w grupie. Pozytywny odbiór społeczny z kolei utwierdza je w przekonaniu, że są wartościowymi i interesującymi ludźmi, co zwiększa ich pewność siebie i podnosi samoocenę. W ten sposób bez większego problemu budują relacje z grupą i stają się jej częścią.
Co się dzieje jednak, gdy ten "nowy" wyróżnia się jakimś znakiem szczególnym, na przykład niepełną sprawnością? W takim przypadku otoczenie z reguły zachowuje się z pewną rezerwą - szczególnie, gdy takie "zjawisko" stanowi w danej grupie pewnego rodzaju nowość. Ludzie bowiem mają to do siebie, że lubią mieć świat poukładany i ujęty w jakieś ramy. Jeśli zaś napotkają coś, z czym do tej pory się nie zetknęli, może to wywołać u nich lęk lub niepewność. Z tymi trudnymi emocjami nie każdy umie sobie we właściwy sposób poradzić. Czasem się zdarza, że w tym momencie pojawia się w głowie człowieka uprzedzenie wobec napotkanej inności. To z kolei może skutkować - mniej lub bardziej jawną - agresją i odrzuceniem. Jeśli przy tym emocje takie zaczyna odczuwać grupa osób w jakiś sposób ze sobą związaną, owe reakcje mogą stać się pewnego rodzaju normą jaka w danej grupie obowiązuje.
Jest też druga strona tej interakcji - ów "inny". Taka osoba często niesie ze sobą bogaty bagaż doświadczeń, ponieważ - paradoksalnie - dla niej taka sytuacja nie jest czymś nowym. Żyjąc w świecie, w którym stanowi jakąś mniejszość, z pewnością wielokrotnie spotkała się już z koniecznością zaistnienia w nowej grupie osób tzw. standardowych. Jak się zachowa, w jaki sposób zaprezentuje siebie, w dużej mierze zależy od tego, jakie doświadczenia stały się jej udziałem w przeszłości.
Nierzadko taka osoba ma od początku ograniczony kontakt z otoczeniem - czy to za sprawą edukacji pobieranej w domu, czy też dlatego, że rodzice roztoczyli nad nią nadmierny parasol ochronny. Często bowiem jest tak, że rodzice młodych osób niepełnosprawnych - działając w dobrej wierze i chcąc uchronić swoje dziecko przed ewentualnymi niebezpieczeństwami płynącymi ze świata zewnętrznego - wyręczają swoje pociechy we wszystkim, załatwiając za nie wszelkie sprawy wymagające kontaktu z otoczeniem. W ten sposób nieświadomie hamują oni społeczny rozwój oraz naturalne dążenie do niezależności swoich dzieci. W młodych ludziach wytwarza się wówczas tzw. syndrom wyuczonej bezradności, który sprawia, że stają się oni niepewni siebie, bierni i przestają wierzyć w jakąkolwiek zmianę w swoim życiu. Dodatkowo, jeśli zdarzyło się, że niepełnosprawny spotkał się z jakimiś aktami dyskryminacji w przeszłości, może odczuwać znacznie silniejszy lęk przed kolejnym spotkaniem z grupą nowych osób. Taki człowiek tworzy niewidzialny, choć wyraźnie odczuwalny mur wokół siebie. Całym sobą przekazuje komunikat "jestem zamknięty, nietowarzyski i trudny w kontakcie". W efekcie zdarza się, że pozostaje on jakby "obok" grupy lub nie jest w stanie wejść do niej wcale. A takie z kolei doświadczenie powoduje, że niepełnosprawny czuje się odrzucony i jego poczucie "inności" i braku pewności siebie nasila się. W ten sposób powstaje efekt "błędnego koła".
I tak naprawdę, właśnie to wydaje się być najważniejsze. Bo największymi barierami, z jakimi muszą zmagać się ludzie we wzajemnych relacjach, są stereotypy i zahamowania, jakie powstają w ich głowach. Niczym nie uzasadniony lęk - z jednej strony przed kontaktem z innymi, a z drugiej przed innością.
Obecnie wiele się w tej kwestii zmieniło. Osoby niepełnosprawne coraz częściej mają szansę uczestniczenia w życiu społecznym - od uczęszczania do przedszkola rozpoczynając, a na chodzeniu do dyskoteki kończąc. Szczególnie w dużych miastach ich widok nie jest już taki szokujący i coraz częściej zdarza się, że w grupie tak zwanych "normalnych" bawiących się czy pracujących ludzi, są też niepełnosprawni.
Niekiedy jednak osoba niepełnosprawna jest traktowana jak "persona non grata" w jakimś towarzystwie. I takie sytuacje pewnie będą się zdarzać - nie można nikogo zmienić na siłę czy zmuszać do kontaktu. Jednak możemy zmieniać własne postawy. Jeśli osoba niepełnosprawna będzie po prostu uśmiechniętym, życzliwym człowiekiem - kumplem, z którym można o wszystkim porozmawiać - z pewnością znajdzie grono osób, dla których stanie się jedną z nich. Bo - mówiąc słowami pewnego dość rozpowszechnionego sloganu - czy naprawdę jesteśmy inni? Z jednej strony tak - każdy inaczej wygląda, co innego lubi, posiada inne cechy i doświadczenia życiowe. Ale generalnie - jako ludzie - wszyscy przecież jesteśmy tacy sami. Pragniemy jedynie przynależeć do jakiejś wspólnoty, czuć się akceptowani i potrzebni innym.
Oprac. Emilia Malinowska
Copyright © 2008 by GVA