O projekcie  |   Forum  |   Czat  |   Kontakt  |   Newsletter   

  Alkowa

  Biblioteczka twoich       uprawnień

  Pokój zwierzeń

  Portrety

  Pracownia

  Prawo od kuchni

  Salon piękności

  Spiżarnia

  Tablica Ogłoszeń


  Grundtvig


  Album Rodzinny

  Dom Otwarty w       mediach











Patron medialny

Artykuły

 

Męski punkt widzenia

Stosunki damsko-męskie to temat będący chyba głównym zainteresowaniem ludzkości od początku jej istnienia. Nie chodzi tylko o kontekst prokreacyjny. Oczywiście wzajemne relacje między płcią piękną a brzydką ewoluowały od mniej zhumanizowanych na początku (nie jestem antropologiem, ale chyba tak to właśnie było u zarania dziejów naszego gatunku), aż do stanu obecnego, o którego analizę pokuszę się w dalszej części tekstu. Można deliberować na temat zjawiska singli. Oczywiście zdecydowana większość z nich twierdzi, że to ich autonomiczny wybór, powstaje jednak pytanie skąd w takim razie oszałamiająca popularność różnego rodzaju serwisów randkowych. Z moich, krótkich, acz wnikliwych, obserwacji wynika, że samotność to stan zdecydowanie sprzeczny z klasyczną ludzką naturą. Oczywiście, dzisiejsze uwarunkowania są odmienne choćby od tych, które miały miejsce w czasach romantyzmu, któremu zawdzięczamy wiele pięknych, choć dziś mało popularnych w, przesiąkniętym popkulturalną papką, świecie. Mamy mało czasu, dużo pracujemy. Praca kosztuje dużo stresu. Mimowolnie biegniemy w wyścigu szczurów, przecież najłatwiej dowartościować się tym, że ktoś jest gorszy od nas. Ciąży na nas nieustanna presja by nie zostawać z tyłu, "ustawić się" nie gorzej niż koledzy ze studiów, szkoły, członkowie rodziny. Do tego dochodzi nasza narodowa cecha, która można streścić następującym, będącym na czasie stwierdzeniem - bessa jest wtedy gdy nam się źle powodzi, a hossa gdy są sąsiadowi powodzi się gorzej niż nam. Frustracje z tym związane często przekładają się na relacje z drugim człowiekiem, często sprawdza się przykre powiedzenie - najłatwiej krzywdzi się najbliższych. Nie jest więc łatwo stworzyć związek o jakim piszą poeci, jaki widzimy w odmóżdżających serialach, taśmowo wychodzących spod pióra dzisiejszych poetów - scenarzystów. Nie ma co ukrywać, niepełnosprawni mają jeszcze trudniej, a jest ich około 5 mln. Dokonajmy prostego założenia, że wśród nich jest 2,5 mln kobiet. Zastanówmy się jak są one postrzegane przez mężczyzn, zarówno tych pełnosprawnych, jak i niepełnosprawnych.


Wypełnić cel jaki sobie założyłem jest trudno. Chociażby z tego powodu, że rodzajów niepełnosprawności jest wiele. Niemożliwe jest uśrednienie tego i stworzenie modelu niepełnosprawnej kobiety. Niedopuszczalne jest przecież uogólnianie ludzkich reakcji. Muszę jednak już na początku podjąć polemikę z główną, krzywdzącą mężczyzn tezą. Abstrahując od niepełnosprawności jesteśmy postrzegani jako istoty nastawione w głównej mierze na doznania najpierw wizualne potem cielesne. Stąd już krótka droga do wniosku, że mężczyźni jako ci bezduszni, nastawieni do kobiet konsumpcyjnie osobnicy, nie są w stanie zainteresować się niepełnosprawną kobietą. Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. Powiedzmy sobie jasno, poznając kobietę jedyne co o niej wiemy to to jak wygląda. Pewnie tak jest, że mając "do wyboru" trzy kobiety które możemy poznać, mężczyzna zacznie do tej najładniejszej i jest to całkowicie naturalne, kobiet ten mechanizm także dotyczy, ale co dalej. Mężczyzna normalny, posiadający jakieś tam zainteresowania, będący na pewnym poziomie intelektualnym i kulturalnym nie będzie spotykał się z kobietą atrakcyjną fizycznie, ale pustą w środku, z tego prostego powodu, że to strata czasu. Związku nie zbuduje się tylko na erotycznej fascynacji, bo ona poza ekstremalnymi przypadkami szybko mija. Są także inni mężczyźni, z ograniczonymi horyzontami, których życia składa się jedynie z pracy i zaspokajania fizjologicznych potrzeb. Oni rzeczywiście są nastawieni głównie na powierzchowność, ale ta kategoria nie jest, a przynajmniej mam taką nadzieję, w kręgu zainteresowania czytelniczek.


Zetknięcie się z niepełnosprawnością jest dla pełnosprawnego mężczyzny pewnego rodzaju szokiem. Pierwszą reakcją jest zasada obca niestety części lekarzy, czyli - primum non nocere. Objawia się niestety tym, że mężczyzna nie bardzo wie jak się zachować. Czy rzucać się do pomocy, czy jej unikać w obawie przed urażeniem niepełnosprawnej znajomej. Przecież poznając niepełnosprawną osobę dany mężczyzna nie wie, w czym tak naprawdę niepełnosprawność ją ogranicza, np: widzi, że porusza się na wózku, ale on rzutuje nie tylko na poruszanie się, ale choćby i czynności domowe. Najłatwiej (najbezpieczniej) jest w takiej sytuacji zachować życzliwą obojętność, która w odczuciu niepełnosprawnej osoby jest najgorsza. Mężczyznom, co muszę samokrytycznie przyznać, brakuje tego subtelnego wyczucia co wypada w danej sytuacji zrobić, a czego unikać, nie mają umiejętności łatwego okazywania troski, bezinteresownego zainteresowania. Przynajmniej co do zasady. Dlatego mężczyzn trzeba z niepełnosprawnością oswajać. Łopatologicznie i bezpośrednio tłumaczyć - z tym doskonale poradzę sobie sama, ale w tym i tamtym mi pomóż. To ułatwi zdecydowanie nawiązanie kontaktu. Niestety ciężko liczyć na to, że mężczyzna sam o to spyta, a jeszcze mniejsze jest prawdopodobieństwo, że się domyśli.


Mówi się, że mężczyzna szuka takiej żony jaką ma matkę. To, że matki są najlepszym "wynalazkiem" ludzkości wie każdy. Rzeczywiście, mężczyźni, choćby po stokroć zapierali się że jest inaczej, chcą by ich kobieta im w mniejszym lub większym stopniu matkowała. Ruch feministyczny, przemiany kulturowe itd. doprowadziły do sytuacji, że kobiety nie są już tylko "kurami domowymi". Jednak nie zaklinajmy rzeczywistości. Większość mężczyzn woli jednak tradycyjny podział ról, oczywiście nie w skrajnym wymiarze. Co to oznacza dla niepełnosprawnej kobiety? Nie jest tak, że mężczyzna widzi ją i myśli sobie - ona nie sprosta domowym obowiązkom, nie zadba o mnie etc. Widzi w niej przede wszystkim kobietę, a dopiero potem "instrument" do prac domowych. Jeżeli jej dolegliwości ograniczają ją w tym zakresie, to przy fascynacji jej osobowością, przy obopólnym wysiłku na pewno wypracowane zostaną rozwiązania niwelujące te problemy. "Matkowanie" to nie czynności domowe. To przede wszystkim obdarzenie ciepłem, uczuciem. Wzór macho, choć powoli ustępuje, to nadal jest punktem odniesienia dla wielu z nas. Jednak to zazwyczaj maska. Niepełnosprawność nie przeszkadza w takim "matkowaniu". Przeciwnie, często pozwala widzieć więcej.


Właśnie, fascynacja. Aby się pojawiła, to przede wszystkim kobieta niepełnosprawna musi być pewna swojej wartości. Mężczyzn najbardziej drażni u płaci przeciwnej ciągłe narzekanie i użalanie się nad sobą. Natomiast widząc kobietę doświadczoną przez los, a jednocześnie pogodną, radzącą sobie samodzielnie wykorzystując maksimum swoich możliwości, w mężczyźnie rodzi się dla niej podziw. Wynika oczywiście stąd, że dana osoba, mimo przeciwności losu idzie przez życie z podniesionym czołem. Nie należy jednak mylić tej postawy z podniesieniem czoła tożsamym z zadzieraniem nosa. Pewnego rodzaju skromność u kobiety, a raczej niekrzykliwośc, jest cechą pożądaną przez naszą płeć. Zaraz zostanę zakrzyczany przez damski ród, że propaguje postawę szarej myszki, nic bardziej mylnego. Chcę powiedzieć tylko tyle, że u osób niepełnosprawnych (obydwu płci) spotyka się niekiedy z postawą typu - zakrzyczę swoje kompleksy poprzez mocne artykułowanie tego co wg mnie mam najlepszego. To droga donikąd. Robić sobie dobry PR to nic złego, ale PR, a nie agresywną reklamę, która męczy jak spoty przerywające film w telewizji.


W społeczeństwie pokutuje także pogląd, że mężczyźni którzy na pierwszym miejscu w relacjach z kobietami stawiają seks. W rzeczywistości jest tak, że udany seks jest przesłanką sine qua non udanego związku z punktu widzenia mężczyzny. Trzeba jednak wyraźnie zastrzec, że nie jedyną. Nie da się być razem, gdy oprócz seksu nic nie ma. Wszystkie sfery muszą się przenikać i uzupełniać. Porozumienie intelektualne, wspólne zainteresowania i po prostu odnajdywanie przyjemności we wspólnym przebywaniu jest konieczne do bycia szczęśliwym we dwoje. Jeszcze raz podkreślam, żaden normalny facet nie będzie z kobietą tylko dla seksu - a z takim zarzutem spotykamy się dość często. Kobieta niepełnosprawna może być atrakcyjna seksualnie w czystym tego słowa znaczeniu, to absolutnie nie podlega dyskusji. Bo w czym miałby tu przeszkadzać wózek jeżeli porusza się na nim kobieta o ślicznym uśmiechu, kobiecych kształtach i zachowująca się kobieco (chodzi tu o, kokieteryjne zachowanie, umiejętne wzbudzanie emocji, dyskretne zachęcanie do flirtu). Ewentualne zdrowotno-techniczne ograniczenia nie mają tu większego znaczenia. Aby seks był satysfakcjonujący nie trzeba wcielać w życie całej kamasutry. Ludzkie ciało jest na tyle wspaniałym wynalazkiem, że w połączeniu z fantazją i zwykłą wyobraźnią można zdziałać cuda. Jednak jest jedna podstawowa sprawa. Nie można niepełnosprawności traktować jako usprawiedliwienia do niedbania o siebie. Niepełnosprawna kobieta, z punktu widzenia mężczyzny, tak samo jak jej sprawne koleżanki powinna odwiedzać dobrego fryzjera, malować się (jeśli tego potrzebuje, choć z tym także przesadzać nie należy), inwestować w swój strój i całą resztę. Jeżeli założy sobie, że ze względu na swą niepełnosprawność nikt się nią nie zainteresuje i z tego względu uzna, że nie ma sensu dbanie o siebie, to rzeczywiście widmo samotności będzie bardzo realne. Atrakcyjność fizyczna jest ważna i nie ma co zaprzeczać, że jest inaczej. Jednak niepełnosprawność nie oznacza automatycznie jej braku. Nie jest tak, że mężczyzna widząc kobietę na wózku skreśla ją w tym kontekście. Brak zainteresowania może wynikać po prostu z niedostatków urody niezwiązanych zupełnie z niepełnosprawnością. Oczywiście co jest niedostatkiem dla jednego mężczyzny, dla innego może być atutem i na odwrót.


Ważną kwestią jest postrzeganie związków pełnosprawnych mężczyzn z niepełnosprawnymi kobietami przez jego otoczenie. Mężczyźni rozmawiają między sobą o kobietach, może nawet przede wszystkim o nich. Chwalą się nimi i żalą na nie. Koloryzują przy tym co nie miara. Szczególnie jeśli chodzi o przejaskrawianie wad. Jednak jest jedna zasada, która jest przestrzegana w męskim gronie przyjaciół (a tylko z głosem przyjaciół mężczyźni się liczą) - dziewczyna kolegi jest święta. Tzn. nie wolno na nią powiedzieć złego słowa, ani jemu w twarz, ani za jego plecami. Takie działania spotyka się zawsze z ostrą reakcją reszty "paczki". Oczywiście to nie znaczy, że przyjaciel nie powie przyjacielowi np: "stary, nie daj się tak traktować", ale na pewno nie powie - "rzuć ją, znajdź sobie pełnosprawną" itp. Dlatego nie demonizujmy wpływu grona towarzyskiego na związki z niepełnosprawnymi kobietami. Prawdziwi przyjaciele będą raczej kibicować i pomagać niż odwodzić.


Inną kwestia jest wpływ rodziny. Tutaj presja jest większa. Rodzice, zazwyczaj w dobrej wierze, często starają się wyperswadować mężczyźnie taki trudny związek. I jest to świetny test na uczucia. Oparcie się takiemu wpływowi nie jest łatwe, jednak gdy związek jest poważny, a zamiary i uczucia szczere to pokonana zostanie także i ta przeszkoda. Zauważmy tu, że presja o której mowa jest tak naprawdę czynieniem krzywdy osobie o którą chce się zadbać. Takie wymówki "dobre" rady to nic innego niż sianie zamętu w uczuciach. Człowiek powinien najpierw dorastać, a potem żyć, bazując na doświadczeniach które sam sobie funduje.


Związki osób pełnosprawnych z niepełnosprawnymi są trudne. Ci drudzy są jednak co do zasady bardziej wrażliwe, uczuciowe, podatne na zranienie. W przypadku kobiet jest to dodatkowo potęgowane przez naturę właściwą ich płci. I tu jest pewien problem. Mężczyzna boi się zainicjować flirt, romans w obawie przed zbyt mocnym, czy wręcz chorobliwym zaangażowaniem ze strony kobiety. Zazwyczaj asekurują się tu w ten sposób, że jasno stawiają sprawę, unikają deklaracji, starają się zachować dystans, a jednocześnie chcą stworzyć związek ze wszystkimi tego konsekwencjami. Po stronie kobiety może to rodzić frustrację, poczucie niestabilności i bycia wykorzystywaną. Najlepszym wyjściem jest tu oczywiście szczerość, zdrowy rozsadek, zwykła uczciwość. Jednak, gdy w grę wchodzą uczucia to ciężko o takie racjonalne zachowania. Istnieje także pewne grono mężczyzn, które traktuje niepełnosprawne kobiety niestety jako łatwą zdobycz. Zakładają, że właśnie ich uczuciowość, potrzeba ciepła, akceptacji i dowartościowania, pozwoli łatwiej uwieść niepełnosprawną kobietę i czerpać z tego profity erotyczne, materialne, czy jakiekolwiek inne. Mam nadzieję, że ta część męskiego rodu, za którą się wstydzę, w przytłaczającej części przypadków nie osiąga swojego celu.


Wszystkie poruszone powyżej wątki były przedstawione z punktu widzenia mężczyzny pełnosprawnego. Czy w przypadku niepełnosprawnych jest inaczej? Tak, ale nie tak bardzo jakby się wydawało. Przede wszystkim niepełnosprawnego mężczyzny nie szokują fizyczne niedociągnięcia. Potrafi łatwiej przewidzieć, w czym należy pomóc kobiecie, a gdzie nie jest to konieczne. Posiada także większą wrażliwość wynikającą z tego, że sam jest doświadczony przez los, co pozwala mu łatwiej spojrzeć we wnętrze kobiety, a jednocześnie mniejszą wagę przypisywać do jej fizyczności. Choć część niepełnosprawnych mężczyzn niejako odgrywając się za swoją chorobę stara się ze wszystkich sił udowodnić, że są całkowicie normalni, co w ich mniemaniu wyklucza związek z niepełnosprawną kobietą. Na ich usprawiedliwienie można powiedzieć tylko tyle, że mężczyźni co do zasady potrzebują kobiety, żeby dopełnić swej męskości i się dowartościować. Inni niepełnosprawni mężczyźni są z kolei zdania, że mają szanse tylko u kobiet niepełnosprawnych i nie próbują nawet głębszych relacji z pełnosprawnymi.


To wszystko co napisałem, to tylko i wyłącznie moje obserwacje. Niepoparte żadnymi naukowymi badaniami, czy twierdzeniami. Naukowe teorie często gmatwają rzeczywistość, odstają od niej. A rzeczywistość jest taka, że możemy rozpatrywać interakcje społeczne pod tysiącami kątów i w tysiącu kontekstów, a i tak prochu nie odkryjemy, ponieważ każdy ludzki przypadek jest inny. Jest tylko jedna wspólna cecha. Wszyscy jesteśmy, mniej lub bardziej, zdolni do miłości. A gdy pojawia się Ona to wtedy to, czy kobieta jest niepełnosprawna, ruda, w okularach, czy bez, piegowata, czy też blond, nie ma znaczenia. Miłość jest ślepa i bardzo dobrze, wierzmy w nią, bo bez tej wiary nie byłoby po co wstawać rano z łóżka.


Oprac. Piotr Rogowiecki


Copyright © 2008 by GVA


Projekt, w ramach którego powstaje portal Dom Otwarty: Przestrzeń Interakcji współfinansowany jest ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu - Fundusz Inicjatyw Obywatelskich