Osoba niepełnosprawna w mediach
Osoba niepełnosprawna jako niepełna społecznie
Ten stereotyp osoby niepełnosprawnej polega głównie na jej... niedostrzeganiu. Ludzie niepełnosprawni są bardzo rzadko lub wcale nie są pokazywani w normalnych rolach społecznych jako: pracownicy, studenci, rodzice. Brak takiego wizerunku utwierdza resztę społeczeństwa, że są to ludzie wyłączeni, którzy powinni podlegać segregacji. Podobnie ma się sprawa braku takich osób w kulturze masowej. W filmach, w prasie, w programach rozrywkowych osoby niepełnosprawne częściej są pokazywane jako kontrast w stosunku do ludzi sprawnych i status tych pierwszych jest zazwyczaj o wiele niższy. Rzadziej są to ludzie wolnych zawodów, partnerzy w pracy, a częściej ktoś z pogranicza patologii społecznej - dodatkowo podkreślony protekcjonalnym i paternalistycznym stosunkiem sprawnych bohaterów. Ludzie niepełnosprawni bardzo rzadko występują jako goście programów publicystycznych czy dyskusji tych programów dotyczących - czy ktoś widział np. przedwyborczą sondę uliczną z udziałem osoby z widoczną niepełnosprawnością?
Podobnie rzecz ma się z targetem reklamowym. Praktycznie żadna reklama komercyjna (pomijam reklamę społeczną bądź reklamę produktów wyłącznie skierowanych do osób niepełnosprawnych) nie przewiduje w swoim scenariuszu roli dla tych osób. Niezależnie od ukrywania niepełnosprawności przed opinią publiczną jako całością, tego rodzaju praktyki podkopują rolę niepełnosprawnych jako konsumentów na tym samym rynku, w którym uczestniczą osoby sprawne. Jest to działanie obliczone na wykluczenie.
Obserwuje się ciągłą tendencję do lokowania tej grupy społecznej w rejonach okołocharytatywnych; przesłanie jakie ze sobą niesie tego typu działanie - osoba niepełnosprawna nie ma innego wyjścia, jak tylko zwrócić się do organizacji dobroczynnych - kontrolowanych i prowadzonych przez osoby sprawne. Któż z nas nie kojarzy twarzy znanej polskiej aktorki pochylającej się nad losem "skrzywdzonego", czy to w programie przez siebie prowadzonym czy działaniach podejmowanych przez swoją fundację. "Tylko u nas znajdziesz pomoc i wsparcie" - krzyczą plakaty uliczne. Wsparcie finansowe udzielane przez Państwo na rzecz takich działań spowodowało wysyp różnych dziwnych organizacji, które często oprócz słowa "niepełnosprawni" w nazwie - nie mają nic wspólnego z działaniem na ich rzecz. Nie pomaga, a wręcz szkodzi to wychodzeniu niepełnosprawnych ze społecznie patologicznej "zony bycia niewidzialnym", jaką byli oni spychani przez dziesięciolecia. Nie tędy droga na uzyskanie samodzielności, możliwości samodecydowania i niezależności.
Taki stereotyp wiąże się z poglądem, że ludzie niepełnosprawni są bezradni i wymagają "troski" ze strony sprawnej części społeczeństwa. Pogląd ten wypływa z przekonania, że potrzeby osób niepełnosprawnych są zupełnie inne niż potrzeby osób sprawnych i że ich zaspokajanie jest obciążeniem nie do przyjęcia, rujnującym środki społeczne. Lepiej więc oddać ten trudny obowiązek tym, którzy rzekomo lepiej wiedzą jak zaspokajać potrzeby tej grupy osób. Mówiąc szczerze, organizacje działające na rzecz niepełnosprawności - nie mają żadnego interesu w zmienianiu dotychczasowego wizerunku osób niepełnosprawnych. Ich funkcjonowanie zasadza się na prostym schemacie - "nasz podopieczny nie poradzi sobie bez nas, my się nim zaopiekujemy. Proste przełożenie niepełnosprawności - nieszczęście, bezradność, cierpienie, ciężar dla społeczeństwa".
Osoba niepełnosprawna jako "super - kaleka"
Wyobrażenie takie można porównać do stereotypu czarnoskórych jako dysponujących "genialnym poczuciem rytmu" albo niewidomych - jako "osoby posiadające szósty zmysł i wyczulony słuch".
W przypadku niepełnosprawnych przypisuje im się ponadludzkie i magiczne możliwości Uwaga! W niektórych kręgach - nawet - znamiona... świętości (sic!). Istnieje całkiem sporo przykładów filmów robionych "pod super - kalekę" - choćby "Moja lewa stopa". Scenariusz napisano na podstawie autobiografii niepełnosprawnego pisarza Christiego Browna. Film opowiada o tym, jak to Brown "przezwycięża" zarówno swoje upośledzenie fizyczne, jak i nędzne życie klasy robotniczej w Dublinie w latach 30-ych, aby później stać się znanym pisarzem. Godne zauważenia jest to, że chociaż film dałby osobie niepełnosprawnej okazję do zagrania Browna; rolę tę powierzono sprawnemu aktorowi Danielowi Day Lewisowi. Niestety jest to zwyczajowa polityka w świecie filmu i w pewnym sensie jest to wynik tego, że większość szkół filmowych i teatralnych nie przygotowuje niepełnosprawnych do zawodu aktorskiego i pozostaje im markowanie "niepełnosprawnych" zachowań. Wśród czternastu aktorów tej kategorii - uznanych za najlepszych odtwórców ról męskich i żeńskich w rolach opowiadających o niepełnosprawnych, tylko jedna nagrodzona aktorka, Marlee Martin z filmu "Dzieci gorszego Boga" była niepełnosprawna. Film ten opowiada o romansie głuchej kobiety i słyszącego nauczyciela w szkole dla głuchych i przekazuje autentyczne doświadczenia osoby niepełnosprawnej. Jak na ironię, chociaż film ten traktuje o problemach ludzi niesłyszących - żadna jego wersja nie została zrobiona w języku migowym. Sposób filmowania był taki, że większość pokazanej rozmowy w języku migowym jest niewidoczna.
Podobne tematy występują bardzo często w prasowych i telewizyjnych przekazach o osobach niepełnosprawnych na temat ich osiągnięć - zarówno tych nadzwyczajnych, jak i pasujących do tzw. normalnego życia. Nastrój tych relacji jest zazwyczaj pompatyczny i emocjonalny: "Dzieci wykazały talent i determinację w pokonywaniu swej niepełnosprawności". "Niepełnosprawni zdobywcy Kilimandżaro wykazali hart ducha i przezwyciężyli swoje ułomności". Ten ton triumfu nad "osobistą tragedią" wyklucza "punkt centralny", fakt, że niepełnosprawność jest problemem społecznym; nie można mówić o nim w sposób nienacechowany - bo to musi podgrzać atmosferę niezwykłości i heroizmu. Takie przedstawienie niepełnosprawności ma wiele negatywnych następstw dla osób niepełnosprawnych. Po pierwsze, źle pojęte wyobrażenia na temat możliwości niepełnosprawnych mogą wywołać niechęć do zapewniania im podstawowych usług ("po co wam autobusy niskopodłogowe, skoro wspinacie się szczyty świata"?). Wiara, że osoby niewidzące mogą rekompensować sobie wzrok lepszym słuchem, jest po części, powodem słabego rozpowszechnienia w społeczeństwie informacji o języku Braille'a (casus Filipa Zagończyka - niewidomego studenta, który z powodu totalnej niewiedzy urzędników miejskich, prawie stracił życie na stacji metra Warszawa - Centrum). Podobnie założenia że osoby niesłyszące mogą odczytywać informacje z ust innych osób, opóźniło rozpowszechnianie języka migowego. Po drugie, przez skoncentrowanie uwagi na osiągnięciach "niepełnosprawnych herosów", stwarza się wrażenie, że doświadczenia zwykłych ludzi są nieważne i że można je lekceważyć. Negatywne psychologiczne implikacje dla większości niepełnosprawnych, borykających się z codziennością - są oczywiste. W ten sposób osoby niepełnosprawne postrzegają "super - kaleki" jako niereprezentatywne dla środowiska jako całości - przepaść między jednymi a drugimi pozostaje wielka.
Osoba niepełnosprawna jako seksualnie nienormalna
Od najdawniejszych czasów fałszywe opinie dotyczące seksualności osób niepełnosprawnych były "niezdrowo" eksploatowane w literaturze i sztuce jako temat bardzo popularny. W dodatku większość tego typu wyobrażeń dotyczy doświadczeń mężczyzn - nie ma i nie było prawie żadnych materiałów na temat seksualności kobiet (choćby "Odyseja" Homera gdzie mowa jest o cudzołożnych stosunkach Afrodyty z Aresem, spowodowanych tym, że mąż Afrodyty - Hefajstos - jest "kaleką". Ludzie niepełnosprawni - więc z paroma wyjątkami - są przedstawiani jako niezdolni do fizycznej miłości.
Niepełnosprawny pisarz, Luis Battye, odniósł się do tego stereotypu jako do "syndromu Chatterley", biorąc za przykład powieść Lawrence'a "Kochanek Lady Chatterley". Książka ta traktuje stosunkach pozamałżeńskich pomiędzy zdrowymi partnerami - Lady Chatterlay i jej stajennym. Doszło do tego, ponieważ bohaterka miała niepełnosprawnego męża. Lawrence wyciąga wniosek, że człowiek niepełnosprawny fizycznie, musi być niesprawny pod względem seksualnym. Taki, zakładany z góry pogląd, jest bardzo rozpowszechniony. Obsesja seksualnej impotencji pojawia się w wielu filmach i sztukach, które opowiadają o niepełnosprawności "Urodzony 4 lipca" to podobna historia, ale w tym filmie bohater podejmuje wyzwanie dopiero po serii udanych stosunków z prostytutkami w Meksyku.
Przesłanie jest tu jasne: osoby niepełnosprawne są w większości przekazów medialnych są seksualnie martwe i z tego powodu ich życie jest nic nie warte. Mija się to, niezależnie od oczywistych niebezpieczeństw, z prawdą. Jeżeli niektóre fizyczne ograniczenia mogą hamować popęd seksualny i uniemożliwiać normalne stosunki seksualne - zachowania seksualne nie są ograniczone tylko i wyłącznie do określonych form aktywności fizycznej.
Założenie, że kobiety niepełnosprawne są aseksualne, szczególnie toruje sobie drogę w mediach i jest często traktowane jako alibi dla męskiej niewierności.
Jest jeszcze jedna odmiana tego samego tematu: osoba niepełnosprawna jest w niej przedstawiona jako seksualnie wygłodniała lub seksualnie zdegenerowana. Klasycznym przykładem jest tu "Dzwonnik z Notce Dame". Odrzucony, izolowany i fizycznie nieatrakcyjny Quasimodo, rozwija w sobie niezdrowe pożądanie do pięknej Esmeraldy. Odrzucony przez nią, terroryzuje lokalną społeczność i w końcu - zostaje zabity. Niestety, ta sama historia, w wielu odmianach jest współcześnie powtarzana - wywołując niezdrowe wypieki u czytelników (zwłaszcza prasy brukowej), którzy kojarzą chorobę lub niesprawność z perwersją.
Ciekawostką jest to, że sytuacja, kiedy mężczyźni z pewnymi łagodnymi uszkodzeniami - powstałymi szczególnie na wskutek ran odniesionych na wojnie - są często postrzegani jako szczególnie mężni, odważni i seksowni. Nie ma natomiast równorzędnych ról dla niepełnosprawnych kobiet. W społeczeństwie zdominowanym przez mężczyzn, kobiety z niepełnosprawnością rzadko są pokazywane w tak pięknym świetle, jak oni sami.
Niepełnosprawny język
Fałszywe wyobrażenia społeczeństwa na temat osób niepełnosprawnych są stale wzmacniane przez używanie w środkach masowego przekazu nacechowanego języka. Funkcjonowanie do niedawna całkiem oficjalnych określeń (poprawność polityczna spowodowała pozytywne zmiany pod tym względem) typu "kaleka", "pokurcz", "ślepiec", "kulawy", "idiota" spowodowało stałą dewaluację wizerunku osoby niepełnosprawnej jako równoprawnego człowieka, przyczyniło się do tworzenia negatywnego odbioru tej grupy ludzi (potęga słowa jest nieograniczona). Słowa i wyrażenia, które charakteryzują osoby niepełnosprawne jako zależne albo godne pożałowania i takie, które umacniają mit, że są one niezdolne do udziału w życiu społeczności również powinny być eliminowane z użycia. Dla przykładu: znaczenie słowa "inwalida" jest jasne, oznacza ono "niewartościowy". Użyte w ogólnym znaczeniu - oznacza chorobę. Choroba i niepełnosprawność to nie są te same rzeczy i nigdy nie powinny być mylone.
Wyrażeń pełnych emocji, takich jak "cierpiący, dotknięty nieszczęściem", "cierpiący z powodu swojego inwalidztwa", "nawiedzony chorobą" w zdaniach odnoszących się do stanu osoby albo jej niepełnosprawności - też nie powinno się używać. Są one bowiem subiektywne i osoba, która je wypowiada lub pisze - przykłada jakiś schemat wartościujący z którym osobie opisywanej lub pokazywanej, nie jest po drodze. Także wyrażenie takie jak "przykuta do wózka inwalidzkiego", "zdana na wózek inwalidzki" są niewłaściwe. Wózek inwalidzki raczej rozszerza możliwości osoby poruszającej się na nim, niż je ogranicza. Wózek to po prostu nogi osoby przemieszczającej się.
Kilka cennych rad dla opisujących problem niepełnosprawności:
Oprac. Izabela Siemaszko
Copyright © 2008 by GVA