O projekcie  |   Forum  |   Czat  |   Kontakt  |   Newsletter   

  Alkowa

  Biblioteczka twoich       uprawnień

  Pokój zwierzeń

  Portrety

  Pracownia

  Prawo od kuchni

  Salon piękności

  Spiżarnia

  Kącik       psychologiczny


  Grundtvig


  Album Rodzinny

  Dom Otwarty w       mediach











Patron medialny

Artykuły

 

Róbmy swoje...

W Konstytucji naszego kraju jest napisane, że wszyscy ludzie są równi i mają takie samo prawo do edukacji, pracy i rozwoju. Jednym słowem - do normalnego życia. Czy jednak wszyscy są traktowani tak samo? Czy to w ogóle możliwe?


Świat jest jeden, jednak niepełnosprawni muszą sobie radzić ze szczególnie paradoksalną rzeczywistością. Z jednej strony wiele mówi się o integracji społecznej osób niepełnosprawnych oraz o ich prawie do edukacji i realizacji swoich potrzeb, wynikających po prostu z faktu ich człowieczeństwa. Z drugiej natomiast niepełnosprawnych określa się mianem ludzi "specjalnej troski" i w konsekwencji funduje się im istotnie "specjalne" traktowanie. Z myślą o niepełnosprawnych organizuje się bowiem "specjalne" szkoły, olimpiady, festiwale, ośrodki i zakłady pracy. W ten sposób powstaje "świat w świecie" - niby razem, a jednak obok siebie.


Człowiek jest istotą społeczną - potrzebuje innych ludzi, ich akceptacji, uznania za "normalnego". Jak jednak można poczuć się "normalnym", kiedy okazuje się, że trzeba chodzić do "specjalnej" szkoły, brać udział w "specjalnym" konkursie, a potem pracować w "specjalnych warunkach"?


W społeczeństwie dominują dwie postawy wobec niepełnosprawnych - albo osoba niepełnosprawna jest odbierana negatywnie i dyskryminowana, jako gorsza i niezdolna do niczego albo przypisywane są jej niemal "nadludzkie" cechy, a każde najmniejsze nawet osiągnięcie jest odczytywane jako życiowe bohaterstwo i budzi podziw. Ciągłe miotanie się pomiędzy tymi dwoma biegunami, wymaga mnóstwa energii i jest niezwykle męczące. Obie bowiem postawy tak naprawdę odbierają niepełnosprawnym człowieczeństwo i normalność - bo norma zawsze jest pośrodku.


Niepełnosprawnych najłatwiej jest zaakceptować jako dzieci - słabsze i potrzebujące pomocy jednostki. Przecież to wspaniałe nieść pomoc biednym, nieszczęśliwym i chorym dzieciom. Taka postawa jest godna szacunku i dowartościowuje udzielającego pomocy. Wszystko się komplikuje, kiedy w "dzieciach specjalnej troski" obudzi się świadomość, że też są ludźmi i chcieliby - jak inni - prowadzić życie zgodne z ich możliwościami. Taka "pigułka" dla wielu osób jest już trudna do "przełknięcia".


Życie to walka. Niepełnosprawni dowiadują się o tym wyjątkowo wcześnie. Już bowiem w dzieciństwie, mając różne fizyczne ograniczenia, muszą krzykiem lub siłą zaznaczać swoją obecność i walczyć o swoje miejsce w świecie. Ta walka najczęściej zaczyna się w rodzinie - z jednej strony o akceptację i miłość najbliższych, a z drugiej o niezależność i prawo do własnego życia.


Dzieci niepełnosprawne bardzo szybko przekonują się, że tak będzie już zawsze - ciągle będą musiały udowadniać otoczeniu, że coś potrafią i są normalne. Nieustanna walka ze wszystkimi i o wszystko czasem sprawia, że stają się przewrażliwione i z założenia przyjmują pozycję obronną. To z kolei często odbierane jest przez otoczenie jako agresywność, wrogość i złośliwość.


Każdy stając się absolwentem jakiejś szkoły lub zdobywając "dyplom w zakresie..." ufa, że ma szanse na rozwój zawodowy i osiąganie coraz to wyższych szczebli kariery. Kiedy jednak młody człowiek jest dodatkowo tak zwanym ON-em nie jest to już takie oczywiste. Zdarza się, że taka osoba słyszy od pani z urzędu pracy, że ... jest za bardzo wykształcona, ponieważ oferowane prace to z reguły sprzątanie lub roznoszenie ulotek. Czy jakiś przeciętny człowiek stanął kiedykolwiek w obliczu takiego paradoksu?


Jest to sytuacja szczególnie dotkliwa i trudna do zniesienia, ponieważ fakt niesprawnych rąk czy nóg nie powoduje jednocześnie uszkodzenia umysłu i uczuć. Normalnym więc jest, że wraz ze wzrostem wykształcenia zwiększają się również ambicje i aspiracje, potrzeba osiągnięć i rozwoju. Człowiek zaczyna zastanawiać się po co jest na świecie i co ma tutaj do zrobienia. W przypadku niepełnosprawnych najczęściej jednak okazuje się, że znowu trzeba udowadniać, że "nie jest się wielbłądem", znowu walczyć - nie o coś szczególnego i niezwykłego - po prostu o normalność w swoim życiu i poczucie, że jest się do czegoś przydatnym. Czy to aż tak wiele?


Jednak taka postawa odbierana jest przez tak zwaną "zdrową" część społeczeństwa najczęściej jako agresywna lub napastliwa - tak wiele przecież robi się dla niepełnosprawnych, mają same przywileje, a oni zamiast być wdzięczni i to doceniać, czepiają się i odreagowują swoje frustracje. Dla otoczenia bowiem człowiek niepełnosprawny jest najczęściej tylko osobą "specjalnej troski", postrzeganą wyłącznie w kontekście pomocy. Takim "dużym dzieckiem", które chętnie głaszcze się po główce i daje cukierka, żeby się poczuć lepiej, spełniając dobry uczynek.


Oczywiście, niepełnosprawni potrzebują czasem pomocy - temu nie da się zaprzeczyć. Ale czy ten fakt przekreśla ich możliwości życia zgodnego z normą społeczną?


Są też niepełnosprawni, dla których pozycja "dużych dzieci" - biernych i oczekujących samych przywilejów - jest w pewnym sensie wygodna. W dużej mierze źródłem takiego podejścia do życia jest wychowanie. Rodzice dzieci niepełnosprawnych często są nadopiekuńczy. Otaczają swoje pociechy parasolem ochronnym, nie wymagając od nich niczego, a jednocześnie spełniając wszelkie zachcianki.


Kiedyś rozmawiając z pewną mamą niepełnosprawnego chłopca zapytałam jakie obowiązki ma w domu jej syn. Kobieta z wyraźnym zaskoczeniem odpowiedziała, że "przecież Pawełek jest i tak pokrzywdzony przez los, po co więc go dodatkowo stresować - jeszcze się w życiu namęczy, a poza tym ja wszystko zrobię lepiej i szybciej".


Człowiek wychowywany w takim duchu - doświadczający, że wszystko kręci się wokół niego - uczy się oczekiwać przywilejów, które mają mu rekompensować brak sprawności. Sam często jest bierny i trudno mu wziąć odpowiedzialność za własne życie. Każda zmiana bowiem jest wyzwaniem - wymaga podjęcia ryzyka, zaangażowania i wysiłku, do czego taki człowiek nie jest przyzwyczajony. W rezultacie staje się osobą roszczeniowo nastawioną do otoczenia, bierną i niewierzącą w żadne możliwości rozwoju.


Będąc osobą niepełnosprawną niezwykle trudno jest być po prostu "normalnym". Choć często mówi się, że niepełnosprawni w każdym aspekcie życia są tacy sami, jak inni - mają takie same potrzeby, prawa i obowiązki - tak naprawdę dla wielu to tylko teoria. I zawsze znajdzie się ktoś lub coś, co skutecznie w tym będzie przeszkadzać - a to dyrektor "normalnej" szkoły, który "ze względów bezpieczeństwa" nie chce przyjąć dziecka niepełnosprawnego, a to bezduszny przepis, który mówi, że jestem "niezdolna do żadnej pracy", albo po prostu jakaś pani na przystanku, która pytając o drogę, z reguły nie zwraca się do mnie, tylko do pozostałych, "normalnych" osób, choć okazuje się, że tylko ja potrafię jej pomóc.


Jeśli zaś jakiejś osobie niepełnosprawnej uda się, tak jak innym, prowadzić normalne życie - czyli zdobyć wykształcenie, pracować, płacić podatki, chodzić do kina, teatru, prowadzić gospodarstwo domowe lub założyć rodzinę (co nie daj Boże!) - dla ogółu jest kimś niezwykłym, posiadającym nadludzkie wręcz cechy, co znowu odbiera jej człowieczeństwo i możliwość poczucia się "normalnym".


Świata nie da się zmienić jednym artykułem, czy w ciągu jednego dnia, ale w naszych umysłach jesteśmy wolni - nie potrzebujemy niczyjego pozwolenia, aby czuć się normalnymi. Jako konkluzja - przychodzi mi na myśl tytuł pewnej piosenki.


Zatem po prostu... "róbmy swoje". Co Wy na to?


Oprac. Emilia Malinowska


Copyright © 2008 by GVA


Projekt, w ramach którego powstaje portal Dom Otwarty: Przestrzeń Interakcji współfinansowany jest ze środków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w ramach Rządowego Programu - Fundusz Inicjatyw Obywatelskich